Farnell element14   Przedstawicielstwo Handlowe Paweł Rutkowski   Phoenix Contact Sp. z o.o.   Fluke Europe B.V.  

Energetyka, Automatyka przemysłowa, Elektrotechnika

Dodaj firmę Ogłoszenia Poleć znajomemu Dodaj artykuł Newsletter RSS
strona główna ARTYKUŁY Energetyka Oddziaływanie małych dawek promieniowania elektrowni jądrowej na otoczenie w czasie normalnej pracy
drukuj stronę
poleć znajomemu

Oddziaływanie małych dawek promieniowania elektrowni jądrowej na otoczenie w czasie normalnej pracy

Tezą niniejszego artykułu jest, że elektrownie jądrowe wytwarzają w czasie normalnej pracy tak niewielkie ilości promieniowania, że nie mogą być one szkodliwe dla otoczenia, a doniesienia o szkodliwości emisji z elektrowni jądrowych opierają się na danych opracowywanych nieobiektywnie.

W ostatnim okresie dotarła do nas z Niemiec bulwersująca wiadomość o wynikach badań dotyczących zapadalności na białaczki wśród dzieci żyjących w promieniu do 15 km wokół elektrowni jądrowych [1], a także o wynikach badań pracowników przemysłu jądrowego 15 krajów. Badania wskazują na podwyższone ryzyko zachorowania na białaczki i inne rodzaje nowotworów popromiennych [2]. Informacje na ten temat, jeśli wiarygodne, muszą być brane pod uwagę przy opracowywaniu strategii rozwoju energetyki jądrowej w każdym państwie i należy traktować je z powagą. Nie wchodząc w tej chwili w szczegóły obu cytowanych materiałów, ich wniosek ogólny jest taki, że obecność elektrowni jądrowych, a ogólniej przemysłu jądrowego, wpływa negatywnie na zdrowie pracowników tego przemysłu, a także okolicznej ludności: w obu wypadkach mamy podwyższone ryzyko śmierci nowotworowej. Brzmi to groźnie, jednak, jak wykażę poniżej, wniosek ten ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Jest rzeczą oczywistą, że chociaż każdy rodzaj działalności człowieka niesie jakieś zagrożenia dla zdrowia lub życia, na nie wszystkie przyczyny zagrożeń wyrażamy zgodę i na przykład wolno nam nie zgadzać się na podwyższanie ryzyka zachorowania z powodu obecności w pobliskim terenie elektrowni jądrowej. Jednakże z punktu widzenia strategii państwa, pytaniem podstawowym jest: czy ryzyko, o ile jest podwyższone, jest podwyższone w sposób wystarczająco istotny, aby traktować je serio na tle innych zagrożeń oraz czy dane, na których opieramy naszą strategię są na tyle wiarygodne, że możemy z nich w pełni korzystać w planowaniu np. strategii energetycznej państwa.

W wypadku energetyki jądrowej i wszystkiego, co wiąże się z promieniowaniem jądrowym mamy w literaturze ogromną ilość sprzecznych doniesień i bardzo emocjonalnych argumentów „za” i „przeciw”. Musimy sobie zatem wypracować jakiś schemat logiczny spoglądania na publikowane wyniki i przekładania ich na wnioski dotyczące ogólnej strategii (np. norm ochrony radiologicznej). Punktem wyjściowym do rozpatrywania tego typu problemów jest nie tylko dawka, ale także moc dawki, a więc przypadające na jednostkę masy ciała tempo dostarczania do organizmu energii promieniowania określonego rodzaju (alfa, beta, gamma, neutrony itp.), z którym styka się lub ma się stykać człowiek. Moc jest parametrem istotnym, gdyż wszelkie uszkodzenia radiacyjne wprowadzone do organizmu ten będzie się starał zreperować, naprawa jednak wymaga zawsze pewnego czasu, więc chodzi o to, aby uszkodzenia nie powstawały ze zbyt wielką częstością. Od razu można tu powiedzieć, że z takimi dużymi mocami dawek możemy zetknąć się w sytuacji przebywania w pobliżu miejsca wybuchu bomby jądrowej, w wypadku przebywania w reaktorze w chwili jego maksymalnej awarii, wreszcie podczas nieostrożnego obchodzenia się z silnymi źródłami promieniotwórczymi. Dla przeciętnego mieszkańca globu żadna z tych sytuacji nie jest typowa. Wiemy natomiast, że jesteśmy skąpani w morzu naturalnego promieniowania jonizującego, jednak moce dawek są na tyle niewielkie, że o skutku biologicznym decyduje głównie sama dawka.

Przeciętny mieszkaniec globu ziemskiego otrzymuje w ciągu roku dawkę naturalną około 2,5 mSv. Dodatkowo od procedur medycznych i innych źródeł promieniowania jonizującego otrzymuje on 0,8 mSv rocznie – czyli łącznie około 3,3 mSv. Tego „narażenia” nie tylko nie da się zmienić, ale i nie ma potrzeby. Jest to odwieczny element środowiska (promieniowanie kosmiczne, promieniowanie gleb i skał, wreszcie promieniowanie wewnętrzne pierwiastków promieniotwórczych w ciele człowieka), natomiast jego poziom silnie zależy od miejsca na Ziemi. Istnieją obszary, w których, zależnie od lokalnej geologii, moc dawki jest 10, a nawet 100 razy wyższa od przeciętnej [3] i istnieją obszary, w których średnia dawka jest mniejsza, choć tym razem już niezbyt wiele. Nawet na terenie Europy okazuje się, że średnia dawka otrzymywana przez mieszkańca Finlandii jest około czterokrotnie (!) większa od dawki otrzymywanej przez przeciętnego Anglika w Wielkiej Brytanii i ponad 2,5 razy większa od dawki otrzymywanej przez mieszkańca Polski.

Przyjmijmy na chwilę, zgodnie z powszechnie stosowaną w zasadach ochrony radiologicznej teorią liniową bezprogową (LNT - Linear, No-Treshold Theory), że promieniowanie jonizujące jest szkodliwe bez względu na wielkość dawki, a efekt śmiertelny jest do tej dawki proporcjonalny. W takim razie mieszkańcy terenów o podwyższonym poziomie promieniowania powinni zapadać na nowotwory wielokrotnie częściej i ich śmiertelność z tego powodu powinna być większa. Jednak badania epidemiologiczne nie tylko nie potwierdzają tego efektu, ale wręcz przeciwnie. W świetnych rozważaniach na temat ryzyka, John Adams [4] cytuje pracę E. Hamiltona z Chemistry in Britain (lipiec 1997), która omawia badania ekologiczne prowadzone w wielu krajach, m.in. w Chinach, USA, Finlandii i Szwecji pokazujące, że śmiertelność ludności zamieszkałej na terenach o wyższym stężeniu radonu w mieszkaniach, jest mniejsza. Hamilton zauważył także, że nawet w Cornwalii i Devon, gdzie gleba i domy zawierają największe w Zjednoczonym Królestwie zawartości uranu i radonu, liczba raków płuc jest niższa niż w większości innych obszarów Zjednoczonego Królestwa.

Identyczny efekt dotyczący ludności żyjącej na obszarach o podwyższonym poziomie promieniowania raportowany jest w pracy [5]. Cohen [6], który zbadał korelację między liczbą śmiertelnych raków płuc w danym hrabstwie w USA a stężeniem radonu wykazał, że wbrew oczekiwaniom, wzrost koncentracji radonu skutkuje zmniejszeniem, a nie zwiększeniem śmiertelności z powodu raka płuc. Istnieje też wyraźnie ujemna korelacja pomiędzy poziomem promieniowania gamma na terenie USA a śmiertelnością ze względu na raka [7]. Z reguły odpowiedzią na wyniki takich badań jest zarzut o nieuwzględnianiu istotnych czynników zakłócających, głównie palenia tytoniu, a jak już czynnik ten jest uwzględniony, jak np. przez Cohena, nie przyjmuje się tego jako wystarczającego argumentu, lecz stara się znaleźć takie korelacje między nieznanymi parametrami, które by wskazały, że mimo wszystko promieniowanie w małych dawkach jest szkodliwe.

W tym kontekście na szczególną uwagę zasługuje stosunkowo niedawno opisany przykład wyników badań ok. 10 000 mieszkańców osiedla na Tajwanie, w którym domy zbudowano ze stali ze znaczącą domieszką kobaltu 60 z przypadkowo stopionej „bomby kobaltowej”[8]. Śmiertelność na raka, a także liczba defektów genetycznych u dzieci mieszkańców tego osiedla były o ponad rząd wielkości mniejsze od oczekiwanych na podstawie LNT. Przykłady tego typu można mnożyć [9] – niewiele jednak to zmienia w dotychczasowej świadomości obywateli, a – co groźniejsze – decydentów. W tej problematyce argumenty naukowe mieszają się niestety silnie z politycznymi i etycznymi [10]. Ponadto, strach ma to do siebie, że jest słabo podatny na rzeczowe argumenty.

Bodaj najsilniejszym argumentem wytaczanym przeciwko wynikom badań epidemiologicznych prowadzonych na dużych grupach ludności jest to, że są one nieobiektywne, gdyż jedynie obiektywnymi są wyniki uzyskane dla konkretnych przypadków (tzw. case studies): stwierdzenia u danego osobnika, że jego nowotwór został wywołany określoną dawką promieniowania. To prawda, jednak po pierwsze nie istnieją objawy, które różniłyby nowotwory wywołane promieniowaniem od guzów innego pochodzenia, a po drugie, liczba takich przypadków, w których ewentualnie można zdecydowanie twierdzić, że mamy do czynienia z nowotworem wywołanym promieniowaniem, jest niewielka. W takiej sytuacji wiarygodność ostatecznych wniosków jest nie najwyższa i nie pozwala na uogólnianie wyników na całą populację.

follow us in feedly
Średnia ocena:
 
REKLAMA

Otrzymuj wiadomości z rynku elektrotechniki i informacje o nowościach produktowych bezpośrednio na swój adres e-mail.

Zapisz się
Administratorem danych osobowych jest Media Pakiet Sp. z o.o. z siedzibą w Białymstoku, adres: 15-617 Białystok ul. Nowosielska 50, @: biuro@elektroonline.pl. W Polityce Prywatności Administrator informuje o celu, okresie i podstawach prawnych przetwarzania danych osobowych, a także o prawach jakie przysługują osobom, których przetwarzane dane osobowe dotyczą, podmiotom którym Administrator może powierzyć do przetwarzania dane osobowe, oraz o zasadach zautomatyzowanego przetwarzania danych osobowych.
Komentarze (3)
Dodaj komentarz:  
Twój pseudonim: Zaloguj
Twój komentarz:
dodaj komentarz
No avatar
Karol
Nie mialbym zadnych zastrzezen do artykulu a wlasciwie wielu w jednym gdyby nie fakt ,ze pochodza one z tlumaczenia z jezyka niemieckiego,angielskiego itp. W Niemczech np. badania prowadzono na zlecenia Gesundheitsministerium a pozniej Partii Zielonych. W obu przypadkach rzeczywiste wyniki studiow ,ekspertyz spoczely w sejfach mocodawcow a do wiadomosci publicznej dopuszczono tylko czesc akademickiej dyskusji wsrod naukowcow z wyrazna tendencja ZA!! energia jadrowa. Zreszta nie jest to jedyny przyklad manipulowania opinia publiczna!!! Wedlug zwolenikow energii jadrowej bialaczke u dzieci wywoluja kolejno pierwiastki znajdujace sie w glebie : arsen,olow,azbest i inne np promieniowane kosmiczne roentgen itp. itd.Jedynie elektrownie jadrowe maja w tych artykulach status "uzdrowisk" ,w otoczeniu ,ktorych liczba zachorowan na raka maleje i jest tak niewielka,ze mozna ja zupelnie pominac. Wedlug cytowanych "jajoglowych" wieksze ryzyko zachorowan na bialaczke stanowi migracja ludzi ze wsi do miasta niz elektrownie jadrowe, ktore wytwarzaja promieniowanie mierzone w promilach a wiec 0,00 nic!!!! Ostatnio modna w Polsce teoria zrzuca cala wine na komary,ktore rzekomo przenosza wirusa bialaczki. Bajkopisarstwo nie zna granic szczegolnie wtedy kiedy istnieje zasobne finansowo lobby z duzym udzialem liczby politykow zajmujacych poczestne miejsce np. w Radach Nadzorczych koncernow zajmujacych sie eksploatacja elektrowni jadrowych i sprzedazy pradu RWE w Niemczech ,w skladzie Rady Nadzorczej RWE przez wiele lat zasiadal Kanclerz Niemiec G. Schröder. A wiec na podsumowanie musze powiedziec ,ze chce sie rzygac czytajac tak starannie wycenzurowane wiadomosci i statystyki ,ktore maja sluzyc osiagnieciu okreslonych celow politycznych,strategicznych a takze militarnych i to jest glownym powodem ,dla ktorych niektorzy naukowcy naduzywaja swoich tytulow naukowych dla" dobra sprawy" jak pisza,tlumacza z innych jezykow,przedrukowuja itp. Przy tym wcale nie wykluczaja ewentualnych korzysci materialnych dla siebie!!! Nie jest to nic nowego jesli przytocze powiedzenie "dla pieniedzy ksiadz sie modli" i na tym zakoncze moj wywod.
No avatar
diiv
naprawdę wspaniale napisane, przemyślane, podparte dowodami, aż miło się czyta..
No avatar
demostenes
Bardzo dobry artykuł. Polska jako kraj w takim położeniu geograficznym powinna za wszelką cenę odzyskać przewagę technologiczną i uzyskać bezpieczeństwo energetyczne w jak najkrótszym czasie. Wszelkie inne cele muszą zostać odłożone w czasie. Pytanie tylko, na ile nasi politycy są nieprzekupni - gdyż w grę wchodzą tutaj miliardy euro.
Stowarzyszenie Elektryków Polskich
Stowarzyszenie Elektryków Polskich
ul. Świętokrzyska 14, Warszawa
tel.  +48 22 5564-302
fax.  +48 22 5564-301
$nbsp;
REKLAMA
Nasze serwisy:
elektrykapradnietyka.com
przegladelektryczny.pl
rynekelektroniki.pl
automatykairobotyka.pl
budowainfo.pl